Czas na moje koszmary ubarwione prze zemnie szczęśliwym zakończeniem.
W naszym świecie od bardzo dawna
panowała Żałość, była to królowa o
wiele okropniejsza niż możecie sobie wyobrazić, bo nie można było jej pokonać,
nie jak normalnie pokonywało się złych władców w opowieściach. Zabierała ludziom
całą ich energię, pozostawiając ich szarych i zniszczonych. W naszym świecie, rzadko rodziły się dzieci.
Ludzie nie widzieli sensu, nie czerpali przyjemności, nie śmiali się i niemal
nie oddychali. Wszyscy mieli chorowitą poszarzałą cerę, lekko tłuste mysie
włosy i obojętne wyrazy twarzy. Chodzili w kółko powłócząc nogami i wykonując
dzień w dzień te same rutynowe czynności. Jeśli już rozmawiali, to tylko i wyłącznie
na trzy tematy.
Pierwszy: Pogoda. Równie szara jak wszystko wokół. Nie padało, nie wiało,
szare chmury nigdy nie odkrywały nieba i słońca, temperatura się nie zmieniała,
dlatego, nie można było zbyt długo o niej rozmawiać.
Drugi: Zaginieni ludzie. Jeśli już chcecie wiedzieć, choć to okropny temat
powiem wam. Ludzie nie reagowali, gdy ktoś znikał, choć dokładnie wiedzieli, że
już się nie pojawi. Nic bez energii nie może istnieć, to podstawa naszego jestestwa.
Ten temat ograniczał się do kilku słów. Oczywistego zauważenia czyjejś
nieobecności, monosylabistycznego potwierdzenia faktu. Nic mniej nic więcej.
Sucha rzeczywistość.
Trzeci: Piękno królowej. Tak, niezaprzeczalnie była ona piękna i równie okrutna.
Ten temat był częsty i mimo, iż te same zdania powtarzane były w kółko w
krótkich odstępach czasu, trwał długo. Tak, królowa zaiste była potężną
czarownicą. Kiedy jeszcze nie opanowała
świata, chodziły pogłoski, że sama rzuciła taki czar, by rozmawiano o niej,
podobno uwielbiała słuchać pochwał na swój temat.
Co do samej królowej, na pewno
znacie takie osoby, no nie do końca z tak morderczymi hobby, ale
charyzmatyczne, piękne i samolubne. Z miłym uśmiechem gotowe w każdej chwili
wbić wam nuż w plecy. Królowa zapewne mogłaby przeżyć bez ludzkiej energii, ale
jej serce było tak zepsute, że gdy zaczynała jadła ją z czystego wewnętrznego
sadyzmu, zmienił się on jednak szybko w uzależnienie. Każda emocja miała inną
energię, inny kolor. Złe emocje zabarwiły jedno oko królowej na zimny niebieski
kolor a dobre, te gwałtowne i wspaniałe sprawiły, że jej drugie oko było
czerwone. Nikt nigdy nie opowiadał o "żywieniu" królowej. Ale energia
wbrew oczekiwaniom była kleista i płynna. Mieniąca się kolorami krew duszy.
Królowa zaczęła słabnąć po stu
latach swojego panowania, zamieniała wszystkie emocje na swoją żałość, nic więc
dziwnego, że w końcu i sama żałość została jej do odebrania. To była okropna
energia, destrukcyjna. Królowa była jednak zbyt chciwa, żeby ją zostawić w
spokoju. Ludzie nawet nie reagowali, zamknięcie w swojej skorupie żałości. W
końcu nie zostało nic do odebrania. Pusty świat z głodną królową. Nie było nic.
Garstka ludzi, którzy przetrwali zbyt niesmaczni by mogła na nich spojrzeć. Królowa
zaczęła słabnąć, miotać się i szaleństwo zaczęło opanowywać jej umysł.
Wertowała księgi magiczne w poszukiwaniu rozwiązania. Nie rodziły się dzieci,
więc nie mogła ich pożreć. Nie myślała nawet by oddawać energię pożądania. To
była już jej energii, a przynajmniej tak myślała. Wkrótce znalazła rozwiązanie.
Wybrała młodego chłopca, najzdrowszego jakiego znalazła i młodą dziewczynę.
Napoiła ich eliksirami, opanowała ich umysł klątwami, a sama coraz bardziej
słabła.
Dziecko, chłopiec, zdrowy,
radosny i wkrótce martwy. Nie czekała na nic zabrała go, kiedy tylko zdążył
zaznać dość emocji by mogła je zjeść. W swej pysze zaklęła go by odczuwał je jeszcze
bardziej. Zaczęła jeść. Jadła... Jadła i jadła. Nie mogła oderwać swych dłoni
od skroni chłopca, mimo, iż całe jej ręce skąpane były w jego energii. Nie
nadążała jej połykać. Nawet ona miała limity, niestety, nie znała ich. Energii
było zbyt dużo, zbyt dużo by ktokolwiek mógł ją połknąć. Ale ona jej pragnęła,
więc umarła. Jej śmierć, była nawet dla niej oczywista, ale nic z tym nie mogła
zrobić. Cała energia, którą połknęła, cała energia, której nie zdążyła
przetrawić z bólem zaczęła wychodzić z jej ciała. Świat nagle opanowała tak
radosna, chaotyczna kakofonia dźwięków, że nie jestem w stanie jej opisać.
Energia wróciła do ludzi. Żałość odeszła.
Zabierając ze sobą wcześniej zbyt wiele istnień, zabierając z sobą małego
chłopca, wytwór jej szaleństwa. Świat znów był wolny. Bo wszystko ma kiedyś
koniec i kiedyś początek. Wszystko przeplata się z sobą i nic się niczego nie
trzyma. Nie warto tego roztrząsać. Warto być. Warto żyć.

1 komentarze: