1.Królowa Żałość



         Czas na moje koszmary ubarwione prze zemnie szczęśliwym zakończeniem.      






                  W naszym świecie od bardzo dawna panowała Żałość, była to królowa o wiele okropniejsza niż możecie sobie wyobrazić, bo nie można było jej pokonać, nie jak normalnie pokonywało się złych władców w opowieściach. Zabierała ludziom całą ich energię, pozostawiając ich szarych i zniszczonych.  W naszym świecie, rzadko rodziły się dzieci. Ludzie nie widzieli sensu, nie czerpali przyjemności, nie śmiali się i niemal nie oddychali. Wszyscy mieli chorowitą poszarzałą cerę, lekko tłuste mysie włosy i obojętne wyrazy twarzy. Chodzili w kółko powłócząc nogami i wykonując dzień w dzień te same rutynowe czynności. Jeśli już rozmawiali, to tylko i wyłącznie na trzy tematy.
Pierwszy: Pogoda. Równie szara jak wszystko wokół. Nie padało, nie wiało, szare chmury nigdy nie odkrywały nieba i słońca, temperatura się nie zmieniała, dlatego, nie można było zbyt długo o niej rozmawiać.
Drugi: Zaginieni ludzie. Jeśli już chcecie wiedzieć, choć to okropny temat powiem wam. Ludzie nie reagowali, gdy ktoś znikał, choć dokładnie wiedzieli, że już się nie pojawi. Nic bez energii nie może istnieć, to podstawa naszego jestestwa. Ten temat ograniczał się do kilku słów. Oczywistego zauważenia czyjejś nieobecności, monosylabistycznego potwierdzenia faktu. Nic mniej nic więcej. Sucha rzeczywistość.
Trzeci: Piękno królowej. Tak, niezaprzeczalnie była ona piękna i równie okrutna. Ten temat był częsty i mimo, iż te same zdania powtarzane były w kółko w krótkich odstępach czasu, trwał długo. Tak, królowa zaiste była potężną czarownicą.  Kiedy jeszcze nie opanowała świata, chodziły pogłoski, że sama rzuciła taki czar, by rozmawiano o niej, podobno uwielbiała słuchać pochwał na swój temat.
                Co do samej królowej, na pewno znacie takie osoby, no nie do końca z tak morderczymi hobby, ale charyzmatyczne, piękne i samolubne. Z miłym uśmiechem gotowe w każdej chwili wbić wam nuż w plecy. Królowa zapewne mogłaby przeżyć bez ludzkiej energii, ale jej serce było tak zepsute, że gdy zaczynała jadła ją z czystego wewnętrznego sadyzmu, zmienił się on jednak szybko w uzależnienie. Każda emocja miała inną energię, inny kolor. Złe emocje zabarwiły jedno oko królowej na zimny niebieski kolor a dobre, te gwałtowne i wspaniałe sprawiły, że jej drugie oko było czerwone. Nikt nigdy nie opowiadał o "żywieniu" królowej. Ale energia wbrew oczekiwaniom była kleista i płynna. Mieniąca się kolorami krew duszy.
                Królowa zaczęła słabnąć po stu latach swojego panowania, zamieniała wszystkie emocje na swoją żałość, nic więc dziwnego, że w końcu i sama żałość została jej do odebrania. To była okropna energia, destrukcyjna. Królowa była jednak zbyt chciwa, żeby ją zostawić w spokoju. Ludzie nawet nie reagowali, zamknięcie w swojej skorupie żałości. W końcu nie zostało nic do odebrania. Pusty świat z głodną królową. Nie było nic. Garstka ludzi, którzy przetrwali zbyt niesmaczni by mogła na nich spojrzeć. Królowa zaczęła słabnąć, miotać się i szaleństwo zaczęło opanowywać jej umysł. Wertowała księgi magiczne w poszukiwaniu rozwiązania. Nie rodziły się dzieci, więc nie mogła ich pożreć. Nie myślała nawet by oddawać energię pożądania. To była już jej energii, a przynajmniej tak myślała. Wkrótce znalazła rozwiązanie. Wybrała młodego chłopca, najzdrowszego jakiego znalazła i młodą dziewczynę. Napoiła ich eliksirami, opanowała ich umysł klątwami, a sama coraz bardziej słabła.
                Dziecko, chłopiec, zdrowy, radosny i wkrótce martwy. Nie czekała na nic zabrała go, kiedy tylko zdążył zaznać dość emocji by mogła je zjeść. W swej pysze zaklęła go by odczuwał je jeszcze bardziej. Zaczęła jeść. Jadła... Jadła i jadła. Nie mogła oderwać swych dłoni od skroni chłopca, mimo, iż całe jej ręce skąpane były w jego energii. Nie nadążała jej połykać. Nawet ona miała limity, niestety, nie znała ich. Energii było zbyt dużo, zbyt dużo by ktokolwiek mógł ją połknąć. Ale ona jej pragnęła, więc umarła. Jej śmierć, była nawet dla niej oczywista, ale nic z tym nie mogła zrobić. Cała energia, którą połknęła, cała energia, której nie zdążyła przetrawić z bólem zaczęła wychodzić z jej ciała. Świat nagle opanowała tak radosna, chaotyczna kakofonia dźwięków, że nie jestem w stanie jej opisać. Energia wróciła do ludzi. Żałość odeszła. Zabierając ze sobą wcześniej zbyt wiele istnień, zabierając z sobą małego chłopca, wytwór jej szaleństwa. Świat znów był wolny. Bo wszystko ma kiedyś koniec i kiedyś początek. Wszystko przeplata się z sobą i nic się niczego nie trzyma. Nie warto tego roztrząsać. Warto być. Warto żyć.

1 komentarz:

  1. Fajne... Mam wrażenie ze w prawdziwym życiu rozmawia się na dwa tematy
    - Polityka
    - Pogoda
    No może czasem
    -Szkoła
    Ach ta paskudna rutyna

    U mnie prolog wstawiony
    http://wszystkojestmozliw.blogspot.com/?m=0

    Ana2003

    OdpowiedzUsuń